Låttext på JEJ PORTRET från Edyta Górniak: Naprawde jaka jestes, Nie wie nikt, Bo tego nie wiesz nawet, Sama Ty, W tanczacych wokól, Szarych lustrach dni,
nie dawał nikt nie dawał szans nie rozdzielił nas brudny domek z kart nie dawał nikt nie dawał szans tylko ty ty byłaś przy mnie gdy ja nie miałem sił nie mogłem wstać gdy zawalił się świat nie dawał nikt nie dawał szans nie rozdzielił nas brudny domek z kart nie dawał nikt nie dawał szans tylko ty skarbie, tak dobrze się znamy
Jej Portret lyrics: Naprawde jaka jestes Nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet Sama Ty W tanczacych wokl Szarych lustrach dni Rozblyska Twj Zloty smiech Przerwany w pl Czylu gest W pamieci skladam wciaz Pasjans
Tutaj pojawią się opinie do tekstu autorstwa José Saramago, gdy tylko ktoś skomentuje tekst wyświetlony na tej stronie.
Random lyrics: Nie Prosze O Wiecej, Niebo To My, Once In A Lifetime, One & One, One One, Perfect Moment, Sleep With Me, Soul Boy, Stop, Thats the Way I Feel About You, Thats The Way I Feel About You, The Day I Get Over You, The Story So Far, To Atlanta, TO NIE JA, Whatever It Takes, When You Come Back To Me, PEENI WALLI, SENSEE PARTY, 13, 3
Wracam, gdy myślą mnie wołasz, Znów jestem z tobą, stoję w drzwiach. Przebudzona z tych lat. I twoja znów! On: Mario, w struny światła wplątał się cień. Ona: W mroku znów widzę twą twarz. On: Mario Ona: Jaka jestem, już nie wiesz i wiesz. To już nie ja, zmienił mnie czas.
Nie wie nikt chwyty - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
Po Michelle nic już nie będzie takie samo. To ona sprawiła, że pierwsza dama Ameryki przestała być tylko żoną prezydenta, a stała się instytucją, ostoją zdrowego rozsądku i
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt. To prawda nie potrzebna wcale mi. Gdy nie po drodze będzie razem iść. Uniosę Twój zapach snu. Rysunek ust, barwę słów. Niedokończony, jasny portret Twój. Uniosę go ocalę wszędzie. Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz. Talizman mój, zamyśleń nagłych Twych i rzęs.
tekst piosenki . ktoŚ ma dziŚ serce chore, w tĘ zimnĄ,nocnĄ pore. dyga spŁoszona Świeca, wicher dmucha do pieca. jĘczy,pŁacze w kominie, ten,co mu " nikt " na imiĘ. ktoŚ jest zŁy,ktoŚ ma dosyĆ, a nikt pŁacze po nocy. Źle komuŚ,Źle nikomu, w przestrzeni i w domu. nikt gra na smĘtnym flecie, i myŚli o zaŚwiecie. ten,kto chce
qSurn5Z. Ostatnio miałem przyjemność recenzować książkę Wacława Radziwinowicza „Gogol w czasach Google'a”. Recenzję zatytułowałem „Bez pół litra Rosji nie razbierjosz”. Na okładce zbioru reportaży Barbary Włodarczyk „Nie ma jednej Rosji” widzimy sobowtóry znanych postaci z rosyjskiej historii, między innymi samego Lenina – twórcę Wielkiej Rewolucji, którego zabalsamowane zwłoki możemy do dziś „podziwiać” w mauzoleum na Placu Czerwonym. Aleksander Karbyszew, sobowtór „wiecznie żywego” Lenina i bohater tego reportażu, po ciężkim, wielogodzinnym dniu pracy wyciąga w swoim skromnym, moskiewskim mieszkaniu flaszkę, kiszone ogórki i zwraca się na koniec do Barbary Włodarczyk słowami: „Biez wodki Rossii nie rozbieriosz”. Taki mimowolny, niezamierzony cross-over – bynajmniej nie podejrzewam sobowtóra Lenina, a tym bardziej autorki reportażu, o plagiat. Broń Boże! Teren Rosji to kopalnia tematów, nic więc dziwnego, że polscy dziennikarze dużo miejsca poświęcają właśnie temu obszarowi. Wydane w ostatnim roku książki Wacława Radziwinowicza, Jacka Hugo-Badera i Barbary Włodarczyk są na to najlepszym dowodem. Popularność tej literatury świadczy także o tym, że Polaków bardzo interesuje to wszystko, co dzieje się na wschód nie od Edenu (niestety), ale od polskiej granicy. Jest w tym zainteresowaniu pomieszanie fascynacji i lęku, jest w tym zainteresowaniu pytanie, które można zapisać parafrazując słowa pewnego znanego szlagieru: Rosjo, naprawdę jaka jesteś, nie wie nikt? Barbara Włodarczyk to autorka cyklu telewizyjnych reportaży zatytułowanych „Szerokie tory”, które możemy oglądać od czasu do czasu w naszej ukochanej telewizji publicznej. Są one emitowane w takich godzinach, że przeciętny śmiertelnik, o ile nie jest bezrobotny, nie ma szansy ich obejrzeć, ale co wytrzyma konkurencję pyskujących sobie polityków lub superinteligentnych seriali? Udało mi się jednak kilka z nich zobaczyć i mogę stwierdzić jedno – są świetne. Charakteryzuje je pewien zupełnie specyficzny, rzekłbym słowiański, rodzaj ciepła. Barbara Włodarczyk nie wciela się w nich w rolę sędziego, mimo że niejednokrotnie podejmuje trudne tematy. Nawet nacjonalistycznego rzezimieszka o uroczym pseudonimie Tasak potrafi obdarzyć matczynym, choć smutnym spojrzeniem. W swoich reportażach jest kobieco czuła i chyba to wyróżnia ją spośród tłumu dziennikarskiej twardzielni. Dzięki temu to, co tworzy, czy w dziedzinie filmu dokumentalnego, czy literatury faktu, zyskuje walor owej słowiańskiej rzewności, swoistego rozczulenia nad ludzkim losem – niezależnie czy jest to los rosyjskiego oligarchy, czy bezdomnego dziecka. Tom „Nie ma jednej Rosji” pokazuje kraj pełen skrajności i mentalnych oksymoronów – to już znamy. Ale czy komuś udało się opowiedzieć o ludziach w tak totalnym frikolandzie, jakim jest współczesna Rosja? Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z prominentną dyktatorką mody, czy ludźmi z domu, który nie jest na pewno „domem spokojnej starości”, czy z pierwszym czarnoskórym rosyjskim radnym, który pomaga kobietom, czym naraża się mużczinam tępo spoglądającym znad półlitrówki, to u Barbary Włodarczyk zawsze są to ludzkie losy. Bo „bez pół litra Rosii nie rozbierjosz”. I będzie się to powiedzenie snuć się jak odwieczna mantra, a może przekleństwo. I dopiero, gdy spojrzeć na zagubionego w tym świecie paradoksów, często ogłuszonego wódką człowieka, otwiera się przed nami ta rosyjska dusza boleściwa. Barbara Włodarczyk pokazuje nam w swojej książce to, czego nie pokaże nam kamera w jej filmowych reportażach. Odkrywa przed nami czysto ludzki kontekst bohaterów tak ukształtowanych, często bezradnych wobec samych siebie i wobec swoich wyborów. Autorka pokazuje nam, że „nie ma jednej Rosji”, bo Rosja to ludzie, których spotyka na swojej drodze - w kraju, który zdaje się o tych ludziach nie pamiętać, bo zajęty jest budowaniem swojej potęgi. Na zewnątrz politura, wszystko musi ładnie wyglądać, a wewnątrz rozdarta dusza i dramat. Sławomir Domański
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty W tańczących wokół szarych lustrach dni Rozbłyska Twój złoty śmiech … Uwielbiam ten poetyczny obraz namalowany piórem Jonasza Kofty, do którego muzykę skomponował Włodzimierz Nahorny, a który wyśpiewał Bogusław Mec. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej z bliską mi osobą, koleżanką jeszcze ze szkoły średniej, poruszyłyśmy wątek naszych wyborów życiowych i ich słuszności z dzisiejszej perspektywy. Mówiłyśmy o emocjach i jak to jest, kiedy emocje górują nad rozsądkiem, czyli o wyższości stanu emocjonalnego nad rozumem w trudnych chwilach naszego życia. Choć czasami wybór jest bardzo trudny i choć wydaje nam się, że żadna z opcji nie jest dobra, to jednak musimy tego wyboru dokonać. A kiedy już wybierzemy jakąś drogę, to, bez względu na to czy okaże się ona słuszna, czy nie, nie powinniśmy żałować tego wyboru i przez to obwiniać siebie, bo przecież zawsze możemy to zmienić. A obwinianie się i użalanie nad sobą niczego dobrego nam nie daje, wręcz przeciwnie, osłabia naszą wolę i wiarę w swoje możliwości. Ja złe czasy traktuję jako doświadczenie, dzięki któremu znajduję się w tym miejscu, gdzie teraz jestem. Wszystko jest po coś i ma głębszy cel, choć nie zawsze to rozumiemy w danej chwili. Wspomniana poprzednio, bliska mi osoba, zaskoczyła mnie pytaniem, czy ja mam w sobie nienawiść, czy nienawidzę, bo jej to uczucie jest nieznane. Przyznam, że zaskoczyła mnie tym pytaniem. Po chwili namysłu potwierdziłam, że tak jak i ona, nie znajduję w sobie nienawiści. Myślę, że jest to uczucie ludzi nieszczęśliwych, niezadowolonych z własnego życia, a przy tym egoistów. To pytanie skłoniło mnie do zajrzenia w głąb siebie i zapytania, jaka jestem. Kiedyś miałam w sobie dużo złości, nie umiałam jej okiełznać, ta złość przybierała rożne formy, ale zwykle kierowałam ją przeciwko sobie. Tendencja do autodestrukcji utrudniała mi życie, odbijała się na moim zdrowiu fizycznym i psychicznym. Jak trucizna, która powoli wyniszcza ciało i duszę. Codzienne przyzwyczajenia, utarte schematy myślowe, silne emocje, często przysłaniają nam naszą prawdziwą naturę. Mówi się, że przyzwyczajenie to nasza druga natura. Coś w tym jest! Trudno sobie wyobrazić poranek bez kawy, albo wieczór bez komputera, czy telewizora. Przyzwyczajenia tworzymy sobie sami, oczywiście, są one zależne od wielu czynników. Bywa, że są wbrew naszej naturze, ale powstają z miłości np. do dzieci. Są też wymuszone przez bliskich, czy otoczenie, jak z poczucia obowiązku, czy powinności. Jak nas całe życie obwinia matka, albo mąż, za wszystko co złe, przypisując sobie jedynie sukcesy, zaczynamy czuć się winne. Jak kilkadziesiąt lat bliska nam osoba powtarza, że to tylko dzięki niej sobie radzimy, to zaczynamy wątpić w swoja wartość i możliwości, boimy się innego życia. A nuż potwierdzi się to jego gadanie, że jestem do niczego. Podobnie jest z naszymi myślami, lękami, które poruszają się utartymi ścieżkami. Ścieżki są wyrobione, wiadomo, że jak już znajdziemy się na wyślizganym torze, to lecimy po równi pochyłej i, nie mogąc się zatrzymać, wpadamy w dołek. Dobrze, jak to jest przyjemny kanał, na którym nadają fajne wspomnienia, marzenia, doznania. Gorzej, jak nie zdążymy się w porę zatrzymać i wpadamy w pułapkę złych emocji, lęków. Myślami w dużym stopniu możemy sami kierować, ale na ich powstawanie i kształtowanie, na precyzowanie naszego światopoglądu, na postrzeganie otaczającego nas świata, duży wpływ ma wychowanie, środowisko w jakim dorastamy i żyjemy. Tak, jak nasionka drzewa, które najczęściej padają wokół pnia, tam przy sprzyjających warunkach zewnętrznych, w przychylnym środowisku, które wytworzyło drzewo-matka, wzrastając w jego cieniu są słabsze. Kiedy wytnie się to dominujące i jednocześnie chroniące je drzewo, są one narażone na różnego rodzaju zewnętrzne zagrożenia, jak na przykład silny wiatr, który może połamać delikatne konary. Po prostu są mniej odporne na wszelkiego rodzaju szkodniki i warunki zewnętrzne. Z innego nasionka, rzuconego przez wiatr na mniej żyzny i podatny grunt, gdzie od samego początku swojego istnienia, roślina walczy z przeciwnościami staje się silniejsza. Nasionko rzucone na ugór, czy skałę, jeżeli się przyjmie, to wyrasta na inne drzewo, ten sam gatunek, a jednak inaczej wygląda, mniejsze, może nie takie ładne, z grubszą korą. Walka z przeciwnościami wzmacnia, otacza je twardą skorupą, przez którą trudno szkodnikom się przedostać. Uodparnia. Jakim ja jestem drzewem? Cóż, nie mam grubej skóry, łatwo mnie zranić. „Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” – nie wiedziałam, że jest to myśl autorstwa Fryderyka Nietzschego, wielkiego filozofa, filologa, prozaika i poety. W przeszłości, ze względów ambicjonalnych, podejmowałam próby zrozumienia jego twórczości, głównie jego chyba najbardziej znanego dzieła „Tako rzecze Zaratustra”. Sam tytuł już jest wiele mówiący o jego treści. Szybko się zniechęciłam, bo ten traktat filozoficzny, osadzony w legendarnym świecie dalekiej i dawnej Persji był napisany trudnym językiem. Właściwie było to jasne, że moje próby były od razu skazane na niepowodzenie; to tak, jakby od trzymiesięcznego niemowlaka wymagać, aby od razu biegał, pomijając okres siadania, raczkowania i nauki chodzenia. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, rozwinąć się. To tak, jakby zestawić ze sobą dwoje ludzi: jeden z nich to muzyk, który posiadł umiejętność grania i czytania nut, przez kilkadziesiąt lat nauki i ciężkich ćwiczeń, drugi to człowiek, który nie potrafi ani grać na instrumencie, ani czytać nut. Po czym dać im instrument, nuty i kazać zagrać jakiś utwór. Mimo, że oboje mają dobry słuch muzyczny, podobną wrażliwość, to inaczej poruszają się w sferze muzyki. Pierwszy, skoro tylko usłyszy akord, potafi go przyporządkować danemu utworowi i autorowi, potrafi zagrać dalszą frazę, drugi porusza się w krainie dźwięku po omacku, nawet nie potafi właściwie trzymać instrumentu, a co dopiero zagrać na nim. Ja w sferze filozofii jestem jak raczkujący dzieciak, w dodatku poruszam się trochę po omacku, ale dojrzewam do chęci zrozumienia. Wielka mądrość Nietschego zaczyna powoli do mnie przemawiać, zaczynam ją lepiej rozumieć. Ale żeby zrozumieć te myśli, trzeba się stać wolnym człowiekiem, wolnym od wpływów otoczenia. Cóż, lepiej późno niż wcale. Zachwycają mnie jego jakże wiecznie aktualne myśli: „A ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”, albo „Nie ma czegoś takiego jak fakty, tylko interpretacje”, czy też „Nie gniewem, lecz śmiechem się zabija.” Przypomniało mi się, jak przed laty wybrałyśmy się z siostrą do Teatru Polskiego na sztukę „Dr Faustus” Thomasa Manna, opartej na stworzonej przez Goethego postaci i historii Fausta. Kocham teatr i śledziłam na bieżąco repertuar wrocławskich scen. Dodatkową zachętą do pójścia na tę sztukę był gościnny występ Jana Frycza w roli tytułowej. Przedstawienie było imponujące, zrobiło na mnie duże wrażenie. Jednak, kiedy w przerwie siostra zapytała, czy rozumiem coś z tego, bo ona nic, nie umiałam jej na to odpowiedzieć. Czułam magię tej sztuki, ale jest to trudne dzieło i dla lepszego zrozumienia jego treści wymaga większej wiedzy, choćby znajomości genezy powstania utworu, historii Niemiec, literatury… Choć najważniejsze dla sztuki jest oddziaływanie na emocje, to jednak zawsze przyda się trochę wiedzy, aby pełniej odebrać treść dzieła. Kiedy brakuje mi słów aby opisać swoje odczucia, przytaczam starą anegdotkę, przeczytaną kilkadziesiąt lat temu w tygodniku Przekrój: Na wystawie malarstwa Henri de Toulouse-Lautrec, zwiedzajacy pyta: -Mistrzu, co przedstawia ten obraz? Na co Toulouse-Lautrec: -Drogi panie, malarstwo jest jak gówno, to się czuje a nie tłumaczy. Dowodem na to, że na naukę i rozwój nigdy nie jest za późno jest fakt, iż dopiero niedawno nauczyłam się pływać. Uwielbiam wodę, morze i całe życie marzyłam aby umieć pływać, tak bardzo zazdrościłam osobom starszym, które poruszały się w wodzie jak ryby. Kilkakrotnie próbowałam się nauczyć pływania, już jako nastoletnia dziewczyna chodziłam na basen przy pl. Teatralnym, potem w wieku dwudziestu kilku lat zapisałam się na prywatną naukę pływania i już pływałam na plecach, pięknie skakałam do basenu, robiąc obrót na plecy dopływałam do brzegu, aż pewnego razu zachłysnęłam się wodą, wpadłam w panikę i zaczęłam się dusić i topić. Nie rezygnowałam jednak, chodziłam na basen, jednak zawsze musiałam mieć brzeg basenu w zasięgu ręki i płytką wodę. Wstydziłam się swoich pokracznych ruchów, kiedy niepotrzebnie wpadałam w panikę, krztusiłam się czasami kilkoma kroplami wody, a to jeszcze bardziej paraliżowało moje ruchy. Za trzecim razem, kiedy już byłam dobrze po czterdzietsce, zainwestowałam w kolejny kurs od podstaw, było mi trochę wstyd, bo większość kursantów to były dzieci, ale na szczęście było też kilka osób w moim wieku. Przerobiłam wszystko od początku, nurkowanie, oddychanie. Efekt nie był zadawalający. Panika mnie blokowała, basen ograniczyłam do ćwiczeń wzmacniających mięśnie kręgosłupa. Kiedy przeprowadziłam się do Fürth, raz w tygodniu korzystałam z miejscowego krytego kąpieliska, gdzie ćwiczyłam zumbę, ćwiczyłam w wodzie i relaksowałam w grocie solnej. Tak jest do dzisiaj. W czasie wakacji dużo czasu spędzałam z wnuczką na Fürthermare, ona też bardzo chciała pływać, wykorzystywałam więc swoją wiedzę teoretyczną, nabytą na kursach pływania, ucząc ją nurkowania, oswajania się z wodą. Miałyśmy bardzo dużo czasu na to, wodę o różnej głębokości, na basenie na ogół raczej nie było tłoku. Kiedy ona zaczęła pływać, początkowo pieskiem, ja też się przy niej uczyłam. Teraz obie pływamy już żabką. Natomiast w walce z atakami paniki pomógł mi mój małżonek, nieustannie przekonując mnie, że woda jest mi przyjazna i że jestem w niej bezpieczna. Największy problem bowiem stanowiła blokada psychiczna, pokonanie podświadomego lęku, umiejętność rozluźnienia się w wodzie. Wiedziałam, że wszystko jest w mojej głowie, ale nie umiałam pokonać tego lęku i nie wierzyłam już, że kiedykolwiek mi się go uda zwalczyć. Najważniejsze, że w końcu przekonałam się i udowodniłam samej sobie, że można. Do tego potrzebowałam dużo cierpliwości, ciepła i miłości. Niby nic, a jednak bardzo dużo! Naprawdę jaka jestem, nie wie nikt – tego nie wiem nawet ja sama. Ciągle odkrywam siebie na nowo. Nie boję się tego robić, lubię przecież tajemnice i niespodzianki.
Tekst piosenki: Jej portret Teskt oryginalny: zobacz tłumaczenie › Tłumaczenie: zobacz tekst oryginalny › Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt Bo tego nie wiesz nawet sama Ty W tańczących wokół szarych lustrach dni Rozbłyska Twój złoty śmiech Przerwany w pół czuły gest W pamięci składam wciąż Pasjans z samych serc Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt To prawda nie potrzebna wcale mi Gdy nie po drodze będzie razem iść Uniosę Twój zapach snu Rysunek ust, barwę słów Niedokończony, jasny portret Twój Uniosę go ocalę wszędzie Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz Talizman mój, zamyśleń nagłych Twych i rzęs Obdarowany Tobą miła Gdy powiesz do mnie kiedyś: wybacz Przez życie pójdę oglądając się wstecz Da da da da da da da da Du du du du du du du du Ta da da du du du du du Ta da da da da da Ta da da da da da Da da da da da da da da Uniosę go ocalę wszędzie Czy będziesz przy mnie, czy nie będziesz Talizman mój, zamyśleń nagłych Twych i rzęs Obdarowany Tobą miła Gdy powiesz do mnie kiedyś: wybacz Przez życie pójdę oglądając się wstecz Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt To prawda nie potrzebna wcale mi Gdy nie po drodze będzie razem iść Uniosę Twój zapach snu Rysunek ust, barwę słów Niedokończony, jasny portret Twój Really what you're nobody knows Because you do not know even the Ty The dancing around the mirrors gray days Your laughter gold shines Broken in half affectionate gesture Filed in the memory is still Solitaire from the same hearts Really what you're nobody knows It's true I did not need When there is time on the way to go I will take your scent sleep Figure lips, the color of the words Unfinished, clear portrait of your I will take it everywhere I save Are you with me or not you Talisman mine, thy sudden musings and eyelashes Gifted you a nice If you say to me once: forgive I go through life looking back Of the of the of the of theOf of of of of of of ofIt has been said that it has theOf the Ta's of theOf the Ta's of theOf the of the of the of theI will take it everywhere I save Are you with me or not you Talisman mine, thy sudden musings and eyelashes Gifted you a nice If you say to me once: forgive I go through life looking back Really what you're nobody knows It's true I did not need When there is time on the way to go I will take your scent sleep Figure lips, the color of the words Unfinished, clear portrait of your Pobierz PDF Kup podkład MP3 Słuchaj na YouTube Teledysk Informacje Bogusław Mec (ur. 21 stycznia 1947 roku w Tomaszowie Mazowieckim, zm. 11 marca 2012 w Zgierzu) - polski piosenkarz, artysta plastyk, kompozytor. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi, zadebiutował w 1970 roku na Łódzkiej Giełdzie Piosenki, otrzymując nagrodę główną, nagrodę publiczności, oraz wyróżnienie specjalne jury. Ma żonę Jolantę i córkę. Dyskografia * 1971 To nie był sen * 1979 Bogusław Mec 2 Read more on Słowa: J. Kofta Muzyka: W. Nahorny Rok wydania: brak danych Płyta: brak danych Ostatnio zaśpiewali Inne piosenki Bogusław Mec (8) 1 2 3 4 5 6 7 8 0 komentarzy Brak komentarzy
strona główna > bez kategorii „Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt To prawda nie potrzebna wcale mi Gdy nie po drodze będzie razem iść Uniosę Twój zapach snu Rysunek ust, barwę słów Niedokończony, jasny portret Twój……” Tymi strofami utworu Jonasza Kofty rozbrzmiała przestrzeń MIEJSCA AKCJI PACA 40 w Warszawie, podczas otwarcia wystawy artysty fotografa p. Iwo Świątkowskiego zatytułowanej „Realizm Geometryczny”. Wernisaż był pierwszym z szeregu wspólnych wydarzeń artystycznych jakie ma w planach MIEJSCE AKCJI PACA 40 oraz „JA i TY” Stowarzyszenie Ludzie Aktywnie Naznaczonych. Wszystko to zaś, mogło się zdarzyć dzięki nawiązanej przed kilkoma miesiącami współpracy pomiędzy Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej a stowarzyszeniem „JA i TY”. Serdeczni gospodarze z p. Agatą Gajda na czele oraz życzliwe i szczere zainteresowanie lokalnych mieszkańców wystawą i przygotowaną oprawą muzyczną, sprawiły radość i satysfakcję autorowi prac – Iwo Świątkowskiemu oraz występującym artystom: p. Kindze Sokół i p. Zbigniewowi Brzezińskiemu oraz p. Janowi Suchodole, który królował za pianinem. Klimatyczna muzyka, piękne portrety kobiet, ciepłe przyjęcie i zaproszenia na przyszłość, wszystko razem złożyło się na niepowtarzalny nastrój całego wydarzenia i wieczoru. Wystawę będzie można podziwiać w MIEJSCE AKCJI PACA 40, przy ul. Paca 40 do 11 czerwca. Zapraszamy. Tekst: K. Kuklińska, Zdjęcia: I. Świątkowski.